Cztery lata to za krótko na Polskę
Polityka ma swój zegar. Cztery lata do wyborów, w tym rok na rozruch i rok na kampanię. Zostają dwa lata na pracę. Wszystko, co przynosi efekt później, trudno obronić - bo zbierze go ktoś inny.
Dlatego tak łatwo odkłada się sprawy, które naprawdę decydują o przyszłości. Demografia. Energetyka. Szkoła. Ludzie w administracji. Żadnej z tych spraw nie da się załatwić w jednej kadencji i żadna nie poczeka, aż ktoś znajdzie na nią czas. Dotyczy to każdej władzy, nie jednej.
Organizacje obywatelskie nie mają kadencji. Mogą myśleć dalej niż do najbliższych wyborów i powinny to robić. Nie zastąpią państwa, ale mogą robić to, czego państwo robić nie umie: przygotowywać ludzi, zanim będą potrzebni, i przechowywać wiedzę, kiedy zmienia się władza.
Tak rozumiemy swoje zadanie. Nie budujemy zaplecza na najbliższe wybory. Budujemy środowisko, które będzie działać, kiedy dzisiejsi dwudziestolatkowie będą odpowiadać za szpitale, gminy, firmy i ministerstwa.
Ta perspektywa zmienia sposób pracy. Nie liczy się, kto przyjdzie na jedno wydarzenie, tylko kto będzie z nami za pięć lat. Nie liczy się zasięg jednego wpisu, tylko to, czy jego czytelnicy nauczą się czegoś, co przyda się Polsce za dekadę.
Jesteśmy przyszłością Polski. To nie komplement, tylko termin. Za kilkanaście lat ktoś będzie musiał przejąć odpowiedzialność za państwo. Lepiej, żeby był gotowy.
Jeśli myślisz o Polsce w perspektywie pokolenia, a nie kadencji - dołącz: mlodaidea.pl/dolacz