Kompetencja jest formą patriotyzmu
Patriotyzm ma w Polsce mocny język i słabą infrastrukturę. Potrafimy pamiętać, świętować i spierać się o historię - i dobrze, bo wspólnota bez pamięci się rozpada. Gorzej idzie nam z częścią prozaiczną: żeby przetarg został dobrze napisany, most powstał w terminie, rejestr działał, a urzędnik znał się na rzeczy.
Tymczasem państwo nie upada od braku uczuć. Upada od braku kompetencji. Instytucja obsadzona ludźmi lojalnymi, ale niekompetentnymi, przez pierwsze lata wygląda tak samo jak sprawna - różnica ujawnia się dopiero w kryzysie, gdy jest już za późno.
Stąd nasza teza, prosta i celowo niewygodna: dla kraju najwięcej robią zwykle ci, którzy robią swoją robotę bardzo dobrze. Inżynier, który projektuje sieć energetyczną z zapasem na trzydzieści lat. Prawniczka, która potrafi napisać ustawę bez luk. Nauczyciel, po którym uczniowie umieją myśleć. Przedsiębiorca, który buduje firmę eksportującą, a nie tylko przepisującą cudze rozwiązania. To nie jest mniej patriotyczne niż deklaracje. To po prostu ta sama rzecz przełożona na czas pracy.
Dla młodego pokolenia wynika z tego konkretny wniosek. Zanim zacznie się mówić, jak naprawić Polskę, warto opanować jakiś fragment rzeczywistości na tyle dobrze, by wiedzieć, o czym się mówi. Kompetencja jest jedynym kapitałem, którego nikt nie może odebrać ani zadekretować, i jedyną legitymacją, która broni się bez poparcia.
Dlatego w naszym środowisku część gospodarcza i merytoryczna nie jest dodatkiem do ideowej. Jest jej sprawdzianem. Idee, które nie przekładają się na wykonalny projekt, budżet i harmonogram, pozostają publicystyką - czasem piękną, zawsze bezskuteczną.
Polsce potrzeba mniej ludzi, którzy wiedzą, jak powinno być, a więcej takich, którzy wiedzą, jak to zrobić.