Przejdź do treści
Wszystkie wpisy

1 min czytania

Perspektywa pokoleniowa, nie kadencyjna

Młoda Idea RP

Polityka kadencyjna ma wbudowaną wadę: nagradza to, co widać przed wyborami, i karze to, co przynosi efekt po dwóch dekadach. Dlatego łatwiej w Polsce o kolejny program transferowy niż o reformę systemu emerytalnego, łatwiej o obietnicę niż o inwestycję, której wstęgę przetnie ktoś inny.

Naszemu pokoleniu ta arytmetyka nie jest obojętna, bo to my zapłacimy rachunek. Dzisiejszy dwudziestolatek przejdzie na emeryturę około 2070 roku - w państwie, którego finanse, demografia i pozycja geopolityczna są dziś projektowane przez ludzi, którzy tego roku nie dożyją. To nie zarzut. To po prostu opis asymetrii, którą trzeba nazwać i zrównoważyć.

Perspektywa pokoleniowa oznacza trzy konkretne nawyki myślenia.

Pierwszy: liczyć koszty odroczone. Każda decyzja publiczna ma cenę płaconą w innym czasie niż moment jej ogłoszenia. Pytanie „kto za to zapłaci w 2050 roku?” powinno być tak samo rutynowe jak pytanie o tegoroczny budżet.

Drugi: budować instytucje, nie kampanie. Kampania mobilizuje na miesiąc. Instytucja pracuje przez dekady, przeżywa swoich założycieli i uczy kolejnych ludzi. Dlatego zamiast jednorazowej akcji tworzymy stowarzyszenie ze statutem, strukturą i regułami sukcesji - to mniej efektowne i nieporównanie trwalsze.

Trzeci: mierzyć się z problemami niepopularnymi. Demografia, produktywność, jakość szkoły, bezpieczeństwo energetyczne. Żaden z tych tematów nie generuje zasięgów. Każdy z nich zdecyduje o tym, jak będzie wyglądała Polska, w której będziemy dorośli.

Nie mamy złudzeń, że długi horyzont jest wygodny. Jest dokładnie odwrotnie: wymaga cierpliwości w kulturze zbudowanej na natychmiastowości. Ale to jedyna przewaga, jaką młode pokolenie naprawdę ma. Mamy więcej czasu niż ktokolwiek inny przy stole. Warto go użyć jak kapitału, a nie jak wymówki.